poniedziałek, 9 marca 2020

"Tęsknota" - taki trochę fan fiction.

Siedziałam w łóżku, trzymając w dłoni ramkę ze wspólnym zdjęciem z moim zmarłym narzeczonym. Oboje byliśmy uśmiechnięci, jego silne ramiona otulały drobne ciało ciemnowłosej kobiety. Pozornie sielankowy obraz na zdjęciu, został przerwany przez upadającą krystaliczną łzę. Pomimo tego, że to był już trzeci miesiąc bez mojego ukochanego wśród żywych… Powoli się godziłam z moim losem, jednak po ośmiu latach szczęśliwego związku, trudno było się przyzwyczaić do chłodnego miejsca w dwuosobowym łóżku. Patrząc na fotografię, nieświadomie położyłam dłoń na miejscu, w którym jakiś czas temu leżał Hitoshi. Zupełnie tak, jakby chciała się zaraz położyć głowę na jego klatce piersiowej i wtulić się w jego ciepłe ciało. Teraz brakowało mi tego. Brakowało mi tego ciepła i zapachu drugiej osoby, przy której mi się tak dobrze zasypiało. Zerknęłam przez okno, patrząc na wschodzące słońce. Na całe szczęście miałam dwa kochane szczeniaki, które wypełniły pustkę w moim sercu. Chociaż z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy one kiedyś one by mogły być moimi towarzyszami podczas misji. Nigdy nie miałam zwierzęcych partnerów, a często widziałam współpracę między różnymi ninja, a ich partnerami. Byli czasami bardziej zgrani niż kilkuletnie drużyny. Trochę im zazdrościłam im takich silnych więzi… Hektor i Rose zaskomlały cicho, widząc mnie w przygnębionym nastroju. Podbiegły do łóżka, próbując na nie wskoczyć. Były jednak za małe i nie udawało im się to najlepiej. Podniosłam oba maluchy i mocno się do nich przytuliłam, odkładając na bok ramkę ze zdjęciem. Wiedziałam, że musiałam iść do przodu, a nie tkwić w jednym miejscu. Gdyby Hitoshi mógł mi przekazać swoje ostatnie słowa, pewnie by mi powiedział, abym nie wpadła w stagnację i stan depresyjny, tylko poszła do przodu, czerpiąc z życia całymi garściami. Na pewno nie chciałby mnie widzieć skuloną w łóżku i ocierającą łzy z policzków, patrząc na świat zeszklonymi oczami. Pocałowałam szczeniaki w czoło, po czym położyłam je na podłodze. Sama leniwie wstałam, przyglądając się w lustrze. Starałam się utrzymywać zadbany wygląd, aby nikt nie podejrzewał, że jest coś ze mną nie tak. Poszłam do łazienki na poranną toaletę. Związałam włosy w wysokiego kucyka. Na śniadanie zrobiłam sobie bułeczki na parze. Nie byłam głodna. A przynajmniej nie odczuwałam potrzeby spożywania regularnych posiłków, jednak chcąc utrzymać zdrowy organizm musiałam tego dokonywać. Upierdliwe… Przed spożyciem swojego prostego i niezbyt pożywnego śniadania, nakarmiłam najpierw swoje przeurocze szczeniaki. Po posiłku zabrałam je na spacer do domu rodziców, a dokładniej do siostry. Kobieta widząc mnie, mocno się przytuliła, oczywiście przed tym rzucając się na mnie. Ojciec tradycyjnie nie chciał ze mną rozmawiać, zaś matka starała się utrzymać nasze konwersacje w jak najbardziej minimalistycznym wydźwięku. Można powiedzieć, że nasze rozmowy były bardzo dobrym przykładem small talku, który do niczego produktywnego nie prowadził. Rozmawiałyśmy dla samego faktu rozmowy, aby utrzymać jakikolwiek kontakt między nami. Po prostu te pozbawione sensu zdania miały przerwać jakąkolwiek niezręczną ciszę, która mogła zwiastować jakąś kłótnię. Matka nieudolnie próbowała pominąć wszelkie pytania na temat mojego samopoczucia oraz o Hitoshim. Jednak z trudem jej to przychodziło. Rodzicielka nie lubiła mojego narzeczonego i zawsze szukała możliwości, aby powiedzieć coś o nim nieprzyjemnego. Po ogłoszeniu jego śmierci, matka zamiast mnie wspierać, była uradowana tym faktem. Później dodatkowo jak na złość zaczęła tworzyć teorie spiskowe. Z racji tego, że na miejscu nikt nie znalazł ciała mężczyzny, to kobieta uznała, że on uciekł, zostawiając mnie samą i załamaną. Często też sugerowała, że nie miał odwagi by mnie zostawić, więc upozorował swoją śmierć podczas misji. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że będąc ninja, podczas okresu wielu konfliktów między wioskami, śmierć wręcz towarzyszyła nam na każdym kroku. To wcale nas nie zaskakiwało to, że ktoś nie wracał z misji… Nawet jak cała drużyna postanowiła wyruszyć na podróż w jedną stronę. Nie dziwiło nas to. Przyzwyczailiśmy się do tego, że my, ninja, mieliśmy śmierć jako wiernego sojusznika, albo śmierć był naszym ostatnim wrogiem. Moja siostra bliźniaczka również próbowała to mojej matce wyjaśnić, jednak nie docierało to do niej. Była zbyt uparta, aby to zrozumieć.
Miyoko widząc nasze sztywne konwersacje, zaproponowała nam spacer i spędzenie czasu w moim domu. Zgodziłam się bardzo chętnie. Pochodziłyśmy ze szczeniakami po dzielnicy klanu Hyuga, a później skierowałyśmy się do mojego domu. Byliśmy wielkim klanem w naszej wiosce. Mieliśmy wielkie uznanie wśród innych klanów, jednak uważano nas za bardzo zdystansowanych i chłodnych. Głowa klanu stworzyła dla nas dystrykt, który był niemalże podobny do getta. Byliśmy zamknięci i odizolowani od reszty wioski. Podczas spaceru obserwowałam ludzi na ulicach. Wszyscy mieli ten sam wyraz twarzy, podobne ubrania… Wszyscy wyglądali podobnie do siebie, zarówno w fizycznym, ale też psychicznym. Nie było tej różnorodności jak w reszcie wioski. Osoby, które się w jakiś sposób się rozróżniały w klanie, były często albo chwaleni, albo gnębieni… Obie opcje często prowadziły do zguby. Dlatego wiele członków wolało zostać uznanych za zwykłych przedstawicieli klanu Hyuga. Po prostu chcieli uniknąć ryzyka wyróżniania się, a później zauważonym przez resztę członków

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Tęsknota" - taki trochę fan fiction.

Siedziałam w łóżku, trzymając w dłoni ramkę ze wspólnym zdjęciem z moim zmarłym narzeczonym. Oboje byliśmy uśmiechnięci, jego silne ramio...