czwartek, 17 października 2019

Opowiadanie z motywem vanitatywnym “Bractwo”

– Jutro, gdy dzwony wybiją dwunastą, Robert de Sable podzieli los swoich przodków – powiedział wysoki mężczyzna, ubrany w długi granatowy płaszcz z kapturem, zakończonym szpiczastym dziobem przypominającego orli dziób. Jego niski i surowy głos mroził krew w żyłach. Pięciu asasynów stało na baczność przed swoim mentorem Al-Mualinem. Każdy z nich miał spuszczony wzrok i nawet nie przychodziło im do głowy, aby spojrzeć prosto w oczy swojego mistrza. Przez chwilę panowała cisza, którą przerwał mężczyzna ubrany w biały, długi płaszcz z kapturem, zakrywającym jego oczy. Na obu rękach nosił skórzane karwasze z kawałkami metalu na górnej stronie. Służyło, to głównie jako dodatkowy pancerz. A po wewnętrznej stronie było umocowane ukryte ostrze, broń charakterystyczna dla asasynów. Jego pas był obwiązany czerwonym materiałem, a na niego został nałożony szeroki i gruby pas zrobiony z twardej skóry. Przeszedł obok pięciu nowicjuszy i spojrzał na swojego mistrza, który ruchem ręki kazał mu podejść.
– Jakieś nowe informacje Ahmecie? – zapytał się, mierząc wzrokiem przybysza.
– Tak, jutro o godzinie dwunastej przez Damaszek będzie przejeżdżał orszak Roberta de Sable. Jednak Templariusze spodziewają się naszego ataku, przez co będzie rozstawiona straż na dachach budynków oraz w tłumie – odpowiedział i spojrzał na pięciu współbraci. W jego oczach pojawiło się zwątpienie albo współczucie. – Nie chcę być mistrzu niemiły, ale jest mistrz pewny, że tacy nowicjusze dadzą sobie radę? – Spojrzał na Al Mualima, który spiorunował go morderczym wzrokiem. Głośne przełknięcie śliny odbiło się echem od grubych ścian fortecy.
– Myślisz, po co przechodzili dziesięcioletni trening? Po co niby mieli harować ciało i duszę? Po co dzień w dzień ich pot mieszał się z krwią? To wszystko po to, aby teraz siedzieć za murami i czekać jak ci barbarzyńcy najadą na Masjaf? – powiedział sarkastycznym tonem, a jego gesty stały się dynamiczniejsze. Donośny głos mentora zagłuszył każdą możliwą myśl u zebranych.
Można było zauważyć, że Ahmed chciał coś powiedzieć, jednak się poddał. Nie chciał narażać swojego stanowiska, które ciężko zdobył. Już wystarczająco naruszył kredo, chcąc wyrazić swoje zdanie. Wycofał się i starzec spojrzał na swoich pięciu poddanych, z których uszła pewność siebie i wstąpiło w nich zwątpienie oraz strach.
– Jesteście asasynami, nie możecie bać się śmierci. Ibrahimie Ibn La’Ahad, Abbas Sofian, Maliku i Kadar Al-Sayf oraz ty, Omarze Adiin, żyjecie po to, by bronić bractwa i ich sojuszników od tych barbarzyńców zwanych templariuszami, ta misja jest ważniejsza od waszego życia – rzucił niezadowolonym tonem i odwrócił się plecami do mężczyzn. Uznali to za znak, żeby opuścić komnatę mistrza i udać się do stajni, by pojechać do Damaszku.

"Tęsknota" - taki trochę fan fiction.

Siedziałam w łóżku, trzymając w dłoni ramkę ze wspólnym zdjęciem z moim zmarłym narzeczonym. Oboje byliśmy uśmiechnięci, jego silne ramio...